Licznik odwiedzin

17042683
Od 2011 roku
17042683

23 lutego 2016 roku Bóg przywołał do siebie do wiecznej ojczyzny, naszą współsiostrę

S. Bernhilde Roos

Annę Marię Roos

Anna Maria Roos urodziła się w dniu 13 czerwca 1913 w rodzinie Bernharda Roos i Zäzilii z.d. SCHÖNBERGER. Dorastała w gronie siedmiu braci i czterech sióstr. W Bütschwil (Szwajcaria), we wsi gdzie dom rodzinny można zobaczyć jeszcze dzisiaj, Anna uczęszczała do szkoły podstawowej i ponadpodstawowej (ok. 9 lat obowiązku szkolnego w Szwajcarii; przypis tłumaczki). Po ukończeniu szkoły pracowała przez kilka lat w fabryce dziewiarskiej w Bütschwil.

S. Bernhilde powiedziała o sobie, że już jako dziecko usłyszała wołanie Boga i była świadoma tego, ale kiedy opuściła szkołę miała chłopaka i Boże wołanie zostawiła na później. Jednak to "później" przyszło wcześniej niż myślała. Siostry Pallotynki, które mieszkała w Gossau na górze Friedberg, zaprosiły Annę do szkoły misyjnej w Niederuzwil.

Podczas gdy jej brat Bernhard został wyświęcony na kapłana, a jej starsza siostra Ida zaczęła formację zakonną w Domu Macierzystym Sióstr Pallotynek Misjonarek w Limburgu w Niemczech, Anna wstąpiła w 1933 do kandydatury Zgromadzenia Sióstr Pallotynek Misjonarek w Niederuzwil a rok później przeniosła się do Niemiec, gdzie kontynuowała swoją kandydaturę w Limburgu nad Lahnem. W 1935 roku Anna została wysłana na okres dwóch i pół roku do Anglii, gdzie kształciła się w celu zdobycia certyfikatu nauczycielki dla krajów misyjnych. Te lata miały dać Annie solidną formację zakonną, a także przygotować ją do pracy zawodowej. Wiele lat później mówiła o tej szkole jako o czasie "ścisłego fundamentu".

W 1938 roku kandydatka Anna zaczęła formację zakonną we właściwym znaczeniu: Postulat i nowicjat. Na pamiątkę swego ojca Bernharda otrzymała imię zakonne Bernharda. W 1940 roku składa pierwsze śluby zakonne we wspólnocie Sióstr Pallotynek Misjonarek. Będąc jeszcze w nowicjacie, uczyła się w Limburg w studium nauczycielskim dla przedszkolanek. Ponieważ trwała wojna, dlatego żadna Siostra nie mogła zostać wysłana do kraju misyjnego. Anna, S. Bernhilde musiała uporać się z tym rozczarowaniem, które spowodowane było trwającą wojną. Jej misyjne nadzieje wydawały się być przekreślone a po ślubach zakonnych zostaje wysłana do Niederuzwil, gdzie było wystarczająco dużo zadań dla młodej siostry.

W 1944 roku 31-letnia siostra Bernhilde doświadczyła szczególnej radości, ponieważ była jedną z pierwszych sióstr, które mogły zainicjować nową placówkę w Bernhardzell. Początek na nowej placówce był bardzo biedny i te młode siostry czuły się jak gdyby rozpoczynały prawdziwą pracę misyjną. Otwierając przedszkole w 1945 roku S. Brunhilde zaczęła coś całkiem nowego w tej bardzo małej wówczas miejscowości Bernhardzell, a robiła to z  ogromnym entuzjazmem, aż do chwili posłania jej do nowego zadania. Doświadczona zakładaniem nowych placówek S. Brunhilde w 1951 roku została wysłana do Anglii, aby założyć dom dziecka w Green Cheshire. O tym domu S. Bernhilde napisała później: „Dom ‘Pallotti Hall’ został zbudowany z wielką miłością, poświęceniem i wyrzeczeniami. To przyniosło wiele błogosławieństwa i owoców i stało się bardzo bliskie mojemu sercu”.

Ponieważ zadanie to pełnione przez dłuższy czas bardzo wyczerpywało siły, dlatego S. Bernhilde chciała wrócić do Szwajcarii. Tam, w Bernhardzell znów była w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu, gdy otwierano coś nowego. W 1973 roku, w wieku 60 lat, wzięła na siebie odpowiedzialność za jeden oddział (jedno piętro) nowo otwartego skrzydła Domu Starców pod wezwaniem S. Wiborada i pracowała odtąd, jak to wyraziła, „jako osoba towarzysząca dojrzałym, zmęczonym ludziom”.

S. Bernhilde całe życie była wdzięczna za swój dom rodzinny i powiedziała: „Bóg dał nam świętych rodziców, ubogich w dobra ziemskie, lecz bogatych w ufność pokładaną w Bogu“. W oparciu o te dary mogła przeżyć swoje długie życie i dzielić się nimi z innymi. Już jako młoda kobieta charakteryzowała się tym, co widać było jeszcze pod koniec jej życia: była zdecydowana i niezależna, szła swoją drogą w pełni do niej przekonana. Wyróżniało ją zaufanie w Bogu i mnóstwo odwagi. Zapytano z okazji jej 65-lecia ślubów zakonnych, jak opanowywała trudne chwile swojego życia, odpowiedziała krótko: „Pan jest naszą ostoją!” Księdzu Grzegorzowi SAC, który podczas jej ostatnich dni udzielił jej namaszczenia chorych, podziękowała słowami: „Ksiądz jest skarbem!” Tak, taka była S. Bernhilde.

Niech Pan, któremu ufała, w którym pokładała swoją nadzieję, któremu konsekrowała swoje życie, da jej teraz życie w pełni.

Pogrzeb odbędzie się w poniedziałek, 29 lutego 2016 o godzinie 10:30 w Bernhardzell. Po nim nastąpi Eucharystii w kościele.

 

Przygotowane przez S. Marię Dörig

 

/podpisała/

S. Raphaela Fuchs,

przełożona delegatury

Twitter Papieża Franciszka

* Zasady życia *

 

"Różnorodność kulturowego i narodowego pochodzenia, wieku, usposobienia, talentów i uzdolnień jest naszym bogactwem. Chociaż we wspólnocie wykonujemy różne zadania, jednoczy nas to samo powołanie do naśladowania Jezusa i wspólna, zlecona przez Pallottiego misja".(ZŻ, 91)

________________

 

"Centrum naszego osobistego i wspólnotowego życia jest Jezus Chrystus Apostoł Ojca Przedwiecznego. Powierzona przez Niego misja ukierunkowuje nasze myślenie, naszą duchowość, modlitwę, działanie i cierpienie". (ZŻ, 19)

________________

 

"Jako wspólnota uczniów zbieramy się wokół Chrystusa Apostoła Ojca Przedwiecznego. Tak jak uczniowie chcemy żyć razem z Jezusem. On nas będzie posyłał, a gdy wrócimy, w Jego świetle sprawdzać będziemy naszą działalność". (ZŻ, 88)

________________

 

"Naszym szczególnym pallotyńskim charyzmatem jest przyczynianie się do wzrostu wiary i miłości u ludzi świeckich, budzenie świadomości ich apostolskiego powołania i współpraca z nimi w apostolskim posłannictwie". (ZŻ, 21)

________________

 

"Nasze wzajemne stosunki winny być nacechowane miłością, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy i ufa; miłością, która nie unosi się pychą, nie zazdrości i nie rani, która nie rozgorycza się i nie pamięta złego; miłością, która się nie zniechęca, lecz pozostaje przyjazna i cierpliwa; miłością, która potrafi się współweselić i współcierpieć z innymi. W dążeniu do takiej miłości powinnyśmy się wzajemnie zachęcać i wspierać". (ZŻ, 90)